Takaż to akcja ostatniwszy!
Każdy nienawidzi się w grupie 2H1, ale tym razem naprawdę. Manuel, który jednoczyć miał i wspierać mesjasza, poróżnił każdego i już każdy osobno je pizzę w różnych pizzeriach.
Na szczęście nikt nie wdawał się w bijatyki. Do dziś.
W pijatyki też nie (NIKT NIGDY).
lecz nie ma co kryć, i tak to JA wygram konkurs na logo ilsu, tamże wygraną 500 zł do wykorzystania w Empiku. Każdy wie już że wygram a i też zawezmę w dniu wygranej swojego najlepszego przyjaciela do Empiksona i pozwolę mu sobie coś wybrać. Nie wiem jeszcze tylko dokładnie, kto zyska miano najlepszego przyjaciela, hm.. Czas jest do czwartku.
No bo chyba Łucio nie wygra.. phi (pogarda, wyśmiech, poczucie wyższości, atrakcyjność i ponętność w głosie). Dziś, jak się skapłam, to było, jak siedzimy z Łuciuniem zawsze w najprzeciwszych kątach sali. Jam najbliżej Manuela, on - najdalej.
Ale to był taki wstęp zatylko, niczym jak u Kuby Wojewódzkiego, którego znam nie od dziś.
RECEPTA NA DOBRY ZWIĄZEK!!
autorstwa Martyny M.

1. Nie wiedzieć o sobie wszystkiego.
Wiedzieć tylko to, co dla związku sensownym jest. Wiadomo, że poza mną nie ma ludzi idealnych, a z wadami to nigdy nic nie wiadomo, lepiej nie wiedzieć, że ktoś nie myje pomidora przed położeniem go na kanapki.
Dobrze jest nic o sobie nie wiedzieć. 2. Przerwy i rozłąki.
Każdy wie, że nie ma nic lepszego dla związku jak moment wytchnienia i możliwość zatęsknienia za sobą. Najlepiej spotykać się jak najrzadziej, a jeszcze
najlepiej w ogóle się nie spotykać. Zapamiętajcie chłopcy!! Każdy mężczyzna dbający o swój związek, nie spotyka się z ze swoją dziewczyną.
(que si! que es la pareja ideal, ella esta en coma, el esta en carcel) 3. Nie zazdrości i nachalności!
Bo po co komu taki, co spokoju nie da?? Drogie pary, przysięgam, gdy tylko przestaniecie się sobą interesować, wszystko wróci do normy, a namiętność znowu wybuchnie ognistym płomieniem.
Dobrze jest nie interesować się sobą.Dla zrozumienia recepty skonsultuj się z załączoną niżej ulotką:
tj, przykład z życia. Nie tak dawno jak w sobotę poznałam prawdziwie godziwego młodzieńca. Idealny był i w pytę. Nie brzydki, w sam raz dla mnie, pasował do mnie w każdym względzie, styl życia, zainteresowania, doprawdy nie były to przelewki ni kiełbie we łbie. Gotowa byłam stworzyć z nim związek idealny, nie obarczony ani usterką. Związek, gdzie panowałoby poczucie wspólnoty, przyjaźń, namiętność i zrozumienie. Takich związków potrzeba dla rozwoju społeczeństwa i światowego pokoju. Nawet w ten sam sposób pijamy herbatę i uwielbiamy kukurydzę z puszki. Lecz...
Chłopak, wśród wad, których nie było, miał jedną jedyną, której nie miałam siły stawić czoła. Wskoczyłabym dla niego w ogień, ba! psa własnego bym doń wrzuciła, abyśmy mogli być razem, lecz tej jednej wady zaakceptować (raczej) nie mogłam.
Wada ta to jego nieistnienie.
bo każdy wie, że tylko niespełniona miłość może być romantyczna...
a recepta na bycie szczęśliwym to nie być.